FT Adrenalin zapewne bardzo dobrze zapamiętał Elektryków Zeus. To właśnie oni byli sprawcami pierwszej w historii porażki ukraińsko-białoruskiej drużyny, którą w połowie czerwca ubiegłego roku pokonali 3:2. Dziś FT Adrenalin ponownie ukończył zawody z dwoma golami na koncie, ale sam żadnego nie stracił. Upiekł zatem przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu, bo oprócz podjęcia skutecznej próby rewanżu udało mu się również awansować na szczyt pierwszoligowej tabeli. W tym meczu kartek oglądaliśmy więcej niż bramek, przez co obydwie ekipy momentami musiały radzić sobie w osłabieniu. Widok lądującej między słupkami futbolówki był natomiast rzadkim zjawiskiem, a po raz pierwszy dane było to zobaczyć po około 10 minutach gry, gdy atak zespołu zamknął Sergii Nikolenko. Symbolicznych rozmiarów różnica przez dłuższy czas zmianie nie uległa. Dopiero na początku drugiej odsłony piłka znów znalazła się w siatce, a posłał ją tam Andrii Savchenko, podwyższając prowadzenie lidera zestawienia. Kolejne 20 minut również zmian rezultatu nie przyniosło, co dla FT Adrenalin oznacza podtrzymanie zwycięskiej serii.