Podsumowanie sezonu Zima 2017/2018

Za nami koniec sezonu Zima 2017/2018. Zapraszamy w związku z tym na krótkie podsumowanie każdej drużyny.



I liga


Pierwszoligowe rozgrywki to przede wszystkim popisy czołowej „3” Tabeli Wszechczasów, która między sobą rozdzieliła poszczególne miejsca na podium. Brąz przypadł Filtrom Liqui Moly Gdańsk, zaś w starciu decydującym o przyznaniu złotych medali Team Currenda 10:4 pokonał Ego Club Sopot, zostawiając przeciwnikom srebrne krążki. Zdetronizował zatem rywala z Sopotu i po pięciu latach oczekiwania ponownie wywalczył tytuł mistrzowski w zmaganiach halowych.



1. Team Currenda

Mistrzem Zimy 2017/2018 został Team Currenda! Zespół Marcina Pazdrąga już przed sezonem zapowiadał, że chce pokonać Ego Club Sopot i tak też uczynił, dzięki czemu zdetronizował drużynę z Sopotu i jej kosztem zasiadł na tronie w złotej koronie! Marsz po główne trofeum trwał kilkanaście tygodni... Biali pewnym krokiem przebrnęli najpierw przez grupowe podwórko, a następnie z powodzeniem przemierzali ligowe grunty. Radzili sobie wyśmienicie, idąc od zwycięstwa do zwycięstwa. Kilka razy prezentowali wyborną skuteczność, a na parę kolejek przed końcem pokonali Filtry Liqui Moly Gdańsk, po czym stało się jasne, że jedynie Klubowicze z Sopotu mogą ich jeszcze zatrzymać... Tak się jednak nie stało i w meczu wieńczącym rozgrywki także na Sopocian sposób znaleźli, uzyskując przewagę już w początkowej fazie spotkania. Pierwszy raz od 713 dni, czyli edycji Zima 2015/2016, gdy obie ekipy niespodziewanie trafiły na drugi poziom, potrafili przeciwstawić się Sopocianom i to zagwarantowało im lokatę na szczycie pierwszoligowej tabeli. Powtórzyli zatem sukces z Zimy 2012/2013, kiedy również z kompletem wygranych w dorobku zgarnęli główne trofeum. Teraz przed Teamem Currenda edycja wiosenna i niewątpliwie w ciągu następnych paru miesięcy będzie starał się znakomitą dyspozycję potwierdzić, by po paru latach oczekiwania także i w rozgrywkach na trawie znaleźć się w strefie medalowej.


Gwiazda drużyny: Jakub Domżalski – jeden z autorów wielkiego sukcesu Team Currenda. To właśnie on wobec kontuzji Marcina Pazdrąga ciągnął ten wózek. Doświadczenie halowego również było mu bardzo pomocne i w decydujących momentach dawało o sobie znać



2. Ego Club Sopot


Z trzypunktową stratą do lidera finiszował Ego Club Sopot. Drużyna Krzysztofa Giniewicza została zatem zdetronizowana i po kilku sezonach dominacji w Piłkarskiej Lidze Trójmiasta R-GOL pogodzić musiała się z utratą mistrzowskiej korony. Od Wiosny 2016 do Jesieni 2017 sopocianie sięgali po złoto, lecz Zimą 2017/2018 zdobyli srebrne krążki. Od kontynuacji mistrzowskich dokonań dzieliło ich jednak bardzo niewiele... Klubowicze prezentowali wyborną skuteczność i nie mieli żadnych problemów z wygraniem swojej grupy „C”. Po rozpoczęciu ligowej części rozgrywek nie zwalniali tempa i nadal co mecz sięgali po pełną pulę, raz zachowując czyste konto, a parokrotnie uzyskując dwucyfrowe wyniki. Pod koniec lutego w spotkaniu jakże istotnym dla kolejności na podium 5:3 pokonali Filtry Liqui Moly Gdańsk, więc w grze o najcenniejsze medale liczyły się już tylko dwie ekipy. Na deser sezonu doszło więc do konfrontacji pomiędzy Ego Club Sopot i Teamem Currenda, a lepszą formę na ten dzień przygotował Team Currenda, czym przesądził o losach Mistrzostwa Zimy 2017/2018. Sopocianom do obrony tytułu wystarczyłby nawet remis, ale konkurenci już na starcie spotkania im nieco odjechali, a potem wskutek wielu niewykorzystanych okazji bramkowych nie byli w stanie nadrobić strat. Pierwszy raz od 663 dni przegrali w sportowej walce, ale na osłodę pozostały im osobiste wyróżnienia dla Macieja Osłowskiego, który został najlepszym strzelcem, asystentem i przez to również „kanadyjczykiem” w I lidze.


Gwiazda drużyny: Maciej Osłowski – od kilku sezonów zdecydowanie jeden z najlepszych zawodników całej Ligi bez podziału na poszczególne szczeble. Wszyscy doskonale wiedzą, że potrafi sam wygrać mecz. Znakomita lewa i prawa noga, balans ciałem, niesamowity przegląd pola – z tym wszystkim Maciek się po prostu urodził



3. Filtry Liqui Moly Gdańsk


Brąz podobnie jak rok wcześniej przypadł Filtrom Liqui Moly Gdańsk. To kolejny już – dokładnie szósty – krążek klubu w historii rozgrywek halowych, ale zapewne nie jest to dla gdańszczan wystarczająco satysfakcjonujące osiągnięcie. Celowali bowiem w złoto. Przegrali jednak zarówno z Teamem Currenda jak i Ego Club Sopot, a przez to finiszowali za plecami tej dwójki medalistów. Mogą czuć jednak duży niedosyt... Przez fazę grupową tradycyjnie przebrnęli w znakomitym stylu, czwarty raz kończąc ten etap bez straty punktów, a potem zwycięski marsz kontynuowali na pierwszoligowym podwórku. Przez dłuższy czas znajdowali się na czele stawki i dopiero Team Currenda okazał się dla nich przeszkodą nie do ominięcia. Żółci przełknąć musieli gorycz porażki, stracili również koszulkę lidera, ale szybko się otrząsnęli i kolejny pojedynek z KLIDO rozstrzygnęli z korzyścią dla siebie. Do wieńczącej zmagania batalii z Klubowiczami przystępowali zatem mając jeszcze nadzieje, a przede wszystkim szanse, na główne trofeum. Nie udało im się jednak przeciwstawić sopocianom, co całkowicie przekreśliło ich perspektywę na tytuł mistrzowski. Na podium jak w trakcie każdej z poprzednich edycji zimowych zawodników Filtrów Liqui Moly Gdańsk zatem nie zabrakło, lecz niewątpliwie woleliby znaleźć się na jego szczycie, a nie na najniższym stopniu. A rywalom za wspomniane niepowodzenia będą mogli odegrać się już wkrótce podczas wiosennej odsłony zmagań.


Gwiazda drużyny: Krzysztof Kwasny – tym razem to on okazał się najskuteczniejszym zawodnikiem Filtrów, czym na pewno niektórzy mogą być zaskoczeni. Do tej pory bowiem Borkowski lub Szuba piastowali to wyróżnienie. Twardy na nogach, mocno walczący z obroną rywali, niezwykle skuteczny i nieprzewidywalny. Po raz pierwszy pojawił się w PL3 na hali i można śmiało mówić o kapitalnym transferze Filtrów.



4. Maj Projekt


Tuż za podium zmagania ukończył Maj Projekt. Mawia się, że czwarta lokata jest najmniej lubiana przez sportowców, ale w tym przypadku zapewne czwarte miejsce dostarczyło wielu powodów do zadowolenia. Czołowa „3” wydawała się bowiem poza zasięgiem pozostałych ekip, więc Majowie znaleźli się na czele peletonu próbującego dogonić punktowych uciekinierów. Majowie drugi raz w historii fazę grupową zakończyli z kompletem zwycięstw, a następnie ruszyli walczyć na froncie ligowym. Tutaj było już znacznie trudniej, bo już na starcie nie sprostali zarówno Filtrom Liqui Moly Gdańsk oraz Teamowi Currenda. Podnieśli się jednak, triumfując nad Contact Finance oraz Hanzą Lider Gdańsk, lecz potem na ich drodze stanął Ego Club Sopot, któremu nie zdołali się przeciwstawić, choć była realna szansa pokonania go. Majowie ponowie przełknęli więc gorycz porażki, ale w końcówce sezonu zanotowali passę trzech wygranych. W ostatnim meczu przeciwko KLIDO tak jak na otwarcie zmagań zachowali czyste konto, zaś sami błysnęli skutecznością, zdobywając dziewięć bramek. Rzutem na taśmę ustanowili więc swój nowy halowy pierwszoligowy rekord punktowy i wyczyn z Zimy 2014/2015 – gdy ich łupem padło 16 oczek – przebili o dwa oczka. Co więcej, także czwarta pozycja to ich najlepsze dokonanie, ponieważ na wyższej pozycji finiszowali jedynie dwa lata wcześniej, ale wtedy rywalizowali przecież na drugim szczeblu.


Gwiazda drużyny: Marek Cirkowski – mózg zespołu, który swoim doświadczeniem może obdzielić pół Ligi. Grający z tyłu, ale znakomicie podłączający się do akcji ofensywnych. Mimo niezbyt okazałych warunków fizycznych i tak szybko można było zauważyć, że to on w Maj Projekt jest jednym z największych (czyt. najlepszych). Kilka razy jego wszechstronność okazała się zbawienna, kiedy to zastępował w bramce Artura Jażdżewskiego i rozgrywał akcje od tyłu. Taki zawodnik to istny skarb w każdej drużynie



5. InPost Wyspiarze


W ścisłym środku pierwszoligowej tabeli znaleźli się InPost Wyspiarze. Zostali najwyżej sklasyfikowanym halowym debiutantem, co można uznać za ich olbrzymi sukces. Kurierzy pierwsze kroki na parkiecie stawiali bowiem w grudniu i już na otwarcie Zimy 2017/2018 spisali się świetnie, efektem czego było wygrane do zera spotkanie z ESP. W następnej kolejce odnieśli jeszcze bardziej przekonujące zwycięstwo, a łącznie na wstępnym etapie ugrali 10 punktów, ustępując jedynie Maj Projekt, za plecami którego finiszowali również podczas decydującej fazy rozgrywek. Niebiescy udanie wystartowali, a jeszcze lepiej radzili sobie pod koniec zmagań... Początki na najwyższym szczeblu łatwe bowiem dla nich nie były, choć na tle ścisłej czołówki prezentowali się naprawdę korzystnie, nieznacznie przegrywając z najlepszymi ekipami. Do marca ich dorobek zasiliły cztery oczka, ale potem wspomnianą wartość potroili... W pierwszym marcowym meczu zgarnęli pełną pulę kosztem KLIDO, przy okazji na poziomie 12 goli ustanawiając halowy rekord strzelecki, a potem odnotowali dwa naprawdę dobre występy w ostatnim dniu tej edycji. Dwukrotnie stawali do boju i najpierw wypracowali sporą przewagę nad Contact Finance, a kilkadziesiąt minut później mimo zmęczenia wynikającego z wcześniejszego pojedynku okazali się lepsi od Oliwy Do Ognia. Rzutem na taśmę zagwarantowali sobie piąte miejsce i zapewne wzrost formy będą chcieli wkrótce potwierdzić w rywalizacji na trawie.


Gwiazda drużyny: Radosław Bakulski – wielki powrót do wielkiej formy gracza znanego również z „gwizdania” meczów w PL3. Pokazał, że oprócz sędziowania potrafi także znakomicie odnaleźć się w realiach boiskowych jako zawodnik i to w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rok temu grając w ProStore był tylko cieniem zawodnika, którego widzieliśmy tej zimy. Na zawsze wszyscy zapamiętają jego gol z ostatniej sekundy meczu przeciwko Filtrom Liqui Moly Gdańsk, kiedy to niemal z połowy boiska zaskoczył bezradnego wtedy bramkarza rywali. To była truskawka na torcie jego indywidualnych osiągnięć pod dachem. Oprócz umiejętności snajperskich posiada znakomite czucie piłki i przestrzeni boiskowej, z czego korzystali jego koledzy wykorzystując jego podania



6. Contact Finance


O punkt mniej od InPost Wyspiarzy zgromadził Contact Finance. Zajął więc szóstą pozycję, a to rezultat o dwie lokaty lepszy niż osiągnięcie sprzed roku, gdy po raz pierwszy zderzył się z rywalizacją na parkiecie. Pomarańczowo-Czarni Zimą 2016/2017 debiutowali w zmaganiach halowych i wówczas fazę grupową zakończyli bez porażki na koncie, co dało im awans z pierwszego miejsca na najwyższy poziom. Tym razem na wstępnym etapie przytrafiło im się jedno potknięcie, ale w pozostałych meczach byli nie do pokonania i cztery wygrane pozwoliły im ponownie zasilić krąg najlepszych zespołów uczestniczących w rywalizacji pod dachem. Contact Finance najlepiej radził sobie w lutym. W tym miesiącu bowiem ani razu nie opuszczał boiska na tarczy, a passa trzech zwycięstw zaowocowała stabilną sytuacją w środku tabeli. Dorobek tego teamu uzupełnia jeszcze styczniowy triumf nad Oliwą Do Ognia. Dzięki 12 zdobytym w tej rundzie punktom Contact Finance nieznacznie poprawił dokonanie sprzed roku, przy okazji plasując się też nieco wyżej w klasyfikacji. Postęp zatem jest, a to dobry prognostyk przed ruszającą niebawem Wiosną 2018, kiedy Pomarańczowo-Czarni podejmą się nowego wyzwania, jakim będzie gra w I lidze, do której awans wywalczyli kilka miesięcy temu.


Gwiazda drużyny: Krzysztof Puto – najlepszy w historii strzelec Contact Finance także i zimą udowodnił swoją wartość. Wielokrotnie wpisywał się na listę strzelców i pokazywał, że nie boi się brać gry na siebie. Twardy, nieustępliwy, wyposażony w bardzo mocne uderzenie. Do tego technika pozwalała mu wiele razy kłaść bramkarzy rywali ulubioną sztuczką techniczną, kiedy to podeszwą prawej nogi przekładał sobie piłkę na lewą stronę. Niby wszyscy o tym wiedzieli, ale tylko wielcy gracze potrafią to doskonale zakamuflować i wykorzystać w odpowiednim momencie.



7. White


White drugi w swojej historii sezon na hali ukończył na siódmej pozycji. Rok wcześniej team Bartosza Wasążnika konkurował na drugim szczeblu, finiszując jedynie tuż za plecami lidera. Było więc jasne, że Zimą 2017/2018 celować będzie wyżej i udało mu się awansować do I ligi. Biali najpierw rywalizowali w bardzo wyrównanej grupie „E”. Sezon rozpoczęli od wygranego do zera meczu z KLIDO, a łącznie na tamtym etapie ugrali 13 oczek, kończąc rundę wstępną bez porażki na koncie. Następnie zasilili grono najlepszych i tu na starcie czekał ich prawdziwy chrzest bojowy, bo mierzyli się kolejno z Ego Club Sopot i Filtrami Liqui Moly Gdańsk. Nie sprostali obu medalistom, ale już w następnym spotkaniu sięgnęli po oczko, remisując z InPost Wyspiarzami. W połowie lutego minimalnie pokonali natomiast Oliwę Do Ognia i łącznie na ich koncie znalazło się siedem punktów, bo w pierwszoligowej tabeli uwzględniony został też rezultat ich konfrontacji z KLIDO, który przecież także trafił na ten poziom. Bezsprzecznie dużym atutem White była świetna frekwencja. Zespół co mecz dysponował szeroką kadrą, a zdecydowana większość zawodników w tej części sezonu na parkiecie pojawiała się przynajmniej siedem razy. Siłą Białych jest zatem zgranie i zapewne ten atut będą chcieli wykorzystać też za rok, by ponownie zanotować postęp.


Gwiazda drużyny: Mateusz Rubacha – jeden z najlepszych bramkarzy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wielokrotnie widzieliśmy jego wspaniałe interwencje, gra nogami nie pozostawiała nic do życzenia, a na samej linii był szybki niczym gepard. White wielokrotnie ratował przed stratą bramki i chyba nikt nie może mieć wątpliwości, że jego postawa w trakcie sezonu była zdecydowanie na plus



8. Oliwa Do Ognia


Tuż za White i o przysłowiowy włos przed Hanzą Lider Gdańsk finiszowała Oliwa Do Ognia. Dla drużyny Marcina Lewandowskiego był to drugi w historii sezon halowy, a wyniki przez nią uzyskiwane na przestrzeni minionych kilkunastu tygodni nawiązują do jej osiągnięć sprzed roku. Wówczas zajęła bowiem przedostatnie miejsce, mając na koncie siedem oczek, zaś obecnie jej łupem padła nieco wyższa ósma lokata, choć dorobek zgromadziła minimalnie mniejszy niż poprzednio. Czarni, podobnie jak Zimą 2016/2017, w swojej grupie zajęli pozycję wicelidera, przegrywając jedynie z liderem. Powtórnie awansowali więc na najwyższy poziom, gdzie całkiem udanie rozpoczęli kluczową część rozgrywek. Na starcie tej rundy różnicą jednej bramki pokonali bowiem Hanzę Lider Gdańsk – co w ostatecznym rozrachunku poskutkowało nieco bardziej korzystnym położeniem w tabeli – a pod koniec stycznia 6:1 wygrali z KLIDO. Na tym jednak punktowe rezultaty drużyny się kończą. Następnie po pięciu kolejnych meczach opuszczała parkiet na tarczy, nie wykorzystując zatem żadnej z pięciu szans poprawienia dokonania sprzed 12 miesięcy. Oliwa Do Ognia nie przeskoczyła zatem poprzeczki zawieszonej na wysokości siedmiu oczek, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby za rok ponownie się tego wyzwania podjęła.


Gwiazda drużyny: Sebastian Wencel - „Seba” to jedna z ikon nie tylko swojej drużyny, ale także całej Piłkarskiej Ligi Trójmiasta R-GOL. Jego lewa noga budzi postrach wśród rywali i na pewno śni im się po nocach. Na hali spełniał rolę typowego piwota, który znakomicie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Bardzo dobrze rozumiał się z nowym nabytkiem Oliwy do Ognia czyli Grzesiem Gliszczyńskim. Dzięki niemu mógł się skupić na zdobywaniu bramek, w czym czuje się zdecydowanie najlepiej.



9. Hanza Lider Gdańsk


Hanza Lider Gdańsk była jedną z pięciu ekip, które rywalizowały wcześniej na otwartych obiektach, a Zimą 2017/2018 postanowiły sprawdzić się również w rozgrywkach na parkiecie. Była więc halowym debiutantem i pomimo braku doświadczenia w grze na tego typu nawierzchni spisała się świetnie, uzyskując awans na najwyższy poziom, gdzie zajęła dziewiąte miejsce. Niebiescy bez problemów odnaleźli się w Ergo Arenie. Na inaugurację zanotowali remis, a historyczny triumf stał się ich udziałem już w drugiej kolejce, gdy pokonali Studio S7. W ramach wstępnej fazy zmagań ugrali osiem oczek i w grupie „C” uplasowali się na pozycji wicelidera, wyprzedzając Techno Service jedynie bardziej korzystnym bilansem strzeleckim. Następnie gdańszczanie zasilili grono najlepszych drużyn na hali. Tutaj o punkty było już znacznie trudniej, ale świetnie zaprezentowali się na tle KLIDO, uzyskując „dwucyfrówkę”, zaś na zamknięcie tej edycji minimalnie i jednocześnie bez straty bramki wygrali z White, odpierając ataki Białych, którzy w końcówce meczu przycisnęli. Finiszują zatem z sześcioma punktami na koncie i poprzeczkę zawieszoną na tej właśnie wysokości będą starali się za rok przeskoczyć. Niewiele brakowało im jednak, aby ich dorobek był bogatszy, ponieważ przeważnie toczyli wyrównane boje, czterokrotnie przegrywając zaledwie jednym trafieniem. Rezerwy mocy zatem są, więc w kolejnym sezonie spokojnie powinni ten wynik przebić.


Gwiazda drużyny: Łukasz Borawski – kilka sezonów temu jego zespół nie podbił Piłkarskiej Ligi Trójmiasta R-GOL. Postanowił zatem przenieść się do Hanzy Lider Gdańsk i z każdym kolejnym występem przekonywaliśmy się, że to był właściwy wybór. Świetne warunki fizyczne, do tego spryt pod bramką rywali, dzięki czemu mógł się spełnić jako snajper. Zdobył aż 10 goli w punktacji kanadyjskiej podczas drugiej fazy rywalizacji, a jego wszechstronność pomagała Hanzie w trudnych dla niej momentach.



10. KLIDO


Stawkę zamyka KLIDO. Niebiesko-Biali z rozgrywkami toczącymi się pod dachem po raz pierwszy zetknęli się rok temu. Wówczas po fazie grupowej trafili na drugi poziom, gdzie udało im się ulokować w ścisłym centrum zestawienia. Tym razem na wstępnym etapie zmagań radzili sobie jeszcze lepiej. W bardzo wyrównanej grupie „E” remisowali z Gangiem Lambady oraz POIIB, a ponadto wygrywali z Lufthansą Systems Poland i GCE, dzięki czemu uzyskali awans na najwyższy poziom, co już oznaczało poprawę w porównaniu do poprzedniej edycji halowej. Pierwszoligowa rzeczywistość okazała się jednak dla nich bardzo wymagająca. Nieraz brakowało im skuteczności, za to sami sporo bramek tracili, co przełożyło się na pasmo niepowodzeń. Najbliżej przełamania byli jednak podczas konfrontacji z Contact Finance, kiedy do przeciwników stracili zaledwie trzy gole i był ich najlepszy występ w tej rundzie. Do końca walczyli jednak o historyczne punkty na tym szczeblu, ale nie zagościły one w ich dorobku, w związku z czym metę sezonu minęli z pustymi rękoma. KLIDO zebrał jednak cenne doświadczenie, które na pewno będzie przydatne podczas następnej odsłony zmagań halowych, gdzie zespół niewątpliwie będzie zdeterminowany, aby ten wynik poprawić.


Gwiazda drużyny: Bartosz Onyszczak – bramkarz KLIDO nie może mieć do siebie żadnych pretensji. Pomimo, że jego zespół nie zdobył ani jednego punktu, Bartek ma „czyste papcie”. Wielokrotnie popisywał się interwencjami z najwyższej półki i gdyby nie jego bramkarski kunszt, KLIDO byłby jedynym zespołem, który złamałby granicę 100 straconych bramek. Świetny refleks i dobra bramkarska technika uczyniły Bartka najlepszym zawodnikiem KLIDO w tym sezonie



II liga


W II lidze podobnie jak na najwyższym szczeblu o kolejności na szczycie zdecydowała ostatnia kolejka i bezpośredni pojedynek pomiędzy dwoma najmocniejszymi ekipami. Rzutem na taśmę zwycięstwo w rozgrywkach tego poziomu zapewnił sobie JTI Polska Sp. z o.o., który pokonał Techno Service. Podium uzupełnia jeszcze NovatisPlus, który jako debiutant świetnie odnalazł się w ligowej rzeczywistości.



1. JTI Polska Sp. z o.o.


Emocje w II lidze trwały do samego końca, a dzięki temu byliśmy świadkami pasjonującego finiszu i niezwykłej walki o miano najlepszej ekipy w tym gronie. Ostatecznie zmagania na drugim szczeblu wygrał JTI Polska Sp. z o.o., o swoim zwycięstwie przesądzając w ostatniej kolejce w meczu przeciwko Techno Service. Tak świetny wynik zwiastowała już faza grupowa... Biali trzykrotnie sięgali po pełną pulę i awansowali na ten poziom. Stało się jasne, że obecną edycję będą mogli uznać za bardziej udaną niż poprzednią, gdy konkurowali pośród trzecioligowców i ulokowali się na pośrednim stopniu podium. Tym razem zmierzyć musieli się z rywalizacją w wyższej klasie rozgrywkowej i szło im to świetnie. Znakomicie spisywali się w defensywie. Parokrotnie kończyli spotkanie na „0” z tyłu, a łącznie stracili zaledwie 16 bramek – najmniej w tym gronie. Parę tygodni spędzili w fotelu lidera, lecz porażka z NovatisPlus pozbawiła ich żółtej koszulki. Nie tracili jednak perspektyw na pierwsze miejsce i w bezpośrednim boju na zamknięcie Zimy 2017/2018 pokonali Techno Service, co zadecydowało o kolejności na szczycie. To wielki sukces, pokazujący, jak duży postęp JTI Polska Sp. z o.o. poczynił w trakcie tego roku. Warto też dodać, że bardzo ważnym ogniwem był Adam Bianga, który był najlepszym asystentem i czołowym „kanadyjczykiem” w II lidze.


Gwiazda drużyny: Adam Bianga –
tak jak poprzedniej zimy, tak i teraz Adam Bianga wzmocnił szeregi JTI. Świetnie wkomponował się ponownie w zespół i szybko przejął nad nim stery. Znakomita technika połączona z dobrym przeglądem pola uczyniły go najlepszym asystentem w II lidze. Jego udział w wielu bramkach na przestrzeni całego sezonu był niezwykle pomocny przy wywalczeniu Mistrzostwa na zapleczu elity. Teraz ponoć na stałe przenosi się do JTI, więc zespół zdecydowanie zyska na swojej wartości.



2. Techno Service


Tuż za plecami lidera sklasyfikowany został Techno Service. Po raz drugi w swojej historii team Tomasza Petryka znalazł się na podium rozgrywek toczących się pod dachem, a poprzednio tej sztuki dokonał Zimą 2015/2016, gdy występował jednak szczebel niżej. Obecny wyczyn można więc uznać za najlepsze halowe osiągnięcie Techno Service, tym bardziej, że zespół podczas kluczowej części zmagań rekordowo mało bramek stracił. Z jednej strony Granatowi mają więc ogromne powody do zadowolenia, lecz z drugiej można ich uznać za największych pechowców tej edycji... Najpierw przysłowiowy włos dzielił ich od awansu do I ligi. Bój o miejsce na najwyższym szczeblu przegrali jedynie wskutek słabszego bilansu strzeleckiego, bo wyprzedziła ich mająca tyle samo punktów Hanza Lider Gdańsk, z którą w bezpośrednim starciu zremisowali. Trafili zatem na drugi poziom, gdzie od początku byli faworytami do podium. Przytrafiła im się niespodziewana porażka ze State Street Bankiem, ale w pozostałych meczach spisywali się bez zarzutu. Potrafili także wykorzystać potknięcie JTI Polska Sp. o.o. i przejąć dowodzenie w tabeli, ale właśnie z tą ekipą minimalnie przegrali w ostatniej kolejce, gola decydującego o losach widowiska – a zarazem o losach Mistrzostwa II ligi – tracąc na minutę przed końcem. Stracili przez to też koszulkę lidera, choć zgromadzili identycznej wielkości dorobek jak konkurent. Rezultat bezpośredniego pojedynku przesądził więc o kolejności na szczycie, a na osłodę drużynie Techno Service pozostały indywidualne wyróżnienia dla Michała Szczepankowskiego – najlepszego strzelca i „kanadyjczyka” na tym poziomie.


Gwiazda drużyny: Michał Szczepankowski –
zawodnik, który formą zachwycał już jesienią i zimą potwierdził swoją najwyższą dyspozycję. Świetnie rozumiał się w ataku z Karolem Kowalczykiem oraz Patrykiem Osowskim i wspólnie stworzyli znakomite trio. Jako jeden z nielicznych zawodników pokazywał pod bramką rywali nie tylko skuteczność, ale także finezję oraz niesamowitą wyobraźnię. W meczu o Mistrzostwo robił co mógł, lecz zespół przegrał. Jak na wielkiego gracza przystało, pogratulował rywalom i zaczął się zastanawiać, co może zrobić lepiej w przyszłości...



3. NovatisPlus


Zimą 2017/2018 w Ergo Arenie mieliśmy możliwość oglądać w boju dwie całkiem nowe drużyny, a jedną z nich był NovatisPlus. Od startu dał się poznać z bardzo dobrej strony, a finalnie wykręcił znakomity wynik, plasując się na najniższym stopniu podium w II lidze. Zespół tworzą niemal sami Ukraińcy, będący nowymi twarzami na mapie Piłkarskiej Ligi Trójmiasta R-GOL. Nie przeszkodziło im to jednak w szybkim oswojeniu się z boiskową rzeczywistością i już na inaugurację odnotowali remis. Punktami podzielili się też w trzeciej kolejce z Hanzą Lider Gdańsk, a historyczne zwycięstwo świętowali na zakończenie fazy grupowej, triumfując nad Jurkomem Chwaszczyno. Pomarańczowo-Granatowi rzutem na taśmę zapewnili sobie awans na pośredni szczebel, gdzie radzili sobie jeszcze lepiej. W starciu z Lufą zachowali czyste konto i jako jedni z nielicznych potrafili zaskoczyć JTI Polska Sp. z o.o., wygrywając z nim jedną bramką. Łącznie ich dorobek zasiliło sześć wygranych, remis i dwie porażki, co wystarczyło do zajęcia lokaty w strefie medalowej tego poziomu. Do gwiazd zespołu zaliczyć można świetnego strzelca i asystenta Danylo Stetsenko oraz golkipera Andrii Rassadneva, a atutami NovatisPlus niewątpliwie były szeroka kadra i bardzo dobra frekwencja, duża waleczność, wybieganie i upodobanie do gry z kontry. Mocną stroną była też spora rzesza fanów, którzy co mecz wspierali swoich ulubieńców. NovatisPlus zaprezentował swój potencjał, a to zaprowadziło zespół do niemałego sukcesu.


Gwiazda drużyny: Danylo Stetsenko – przed rozpoczęciem sezonu każdy z zawodników tego zespołu był dla nas absolutnie anonimowy. Szybko jednak się okazało, że NovatisPlus ma swojego lidera. Wielu obserwatorów właśnie w Danylo widziało największy talent i ten zdołał się to potwierdzać na boisku. Typowy gracz, który świetnie czuje się na małej przestrzeni i w żadnej sytuacji nie panikuje. Liczni kibice Ukraińców przychodzący na mecz mieli z jego gry wielką pociechę. Na jego barkach spoczywa gra zespołu i musi to udźwignąć, ponieważ NovatisPlus będzie na wiosnę grał w II lidze.



4. Mitsubishi Electric


Kolejnym teamem w klasyfikacji drugiego szczebla jest Mitsubishi Electric. Zespół ten tradycyjnie mogliśmy już oglądać w rozgrywkach halowych, w których uczestniczył po raz czwarty. W debiucie na drugim poziomie Zimą 2014/2015 ugrał siedem oczek, rok później w I lidze trzy punkty, Zimą 2016/2017 ponownie na zapleczu jego łupem padło 16 oczek, a tym razem do osiągnięcia sprzed 12 miesięcy nawiązał, gromadząc minimalnie mniejszą wartość na koncie niż poprzednio. Biali znakomicie wystartowali, rozpoczynając sezon od dwóch zwycięstw. Potem dwukrotnie przegrywali z czołówką swojej grupy, ale wstępny etap zamknęli remisem z Orłami Północy BZ WBK. Trzeci raz w swojej historii wylądowali więc pośród drugoligowców i wydawało się, że mogą nawet ulokować się na podium... W styczniu bowiem dwukrotnie wygrywali do zera – w tym z mocnym NovatisPlus – a udane występy wywindowały ich na pozycję wicelidera. Nie utrzymali się jednak tak wysoko, lecz potem poniżej piątego miejsca nie spadli. W sumie wygrywali pięciokrotnie, a na ich dorobek składa się też triumf nad NRF-em z ostatniej kolejki, dzięki któremu pozytywnym akcentem zakończyli zmagania. Warto też wspomnieć, że dobrym transferem było pozyskanie Bartosza Czerlikowskiego, który stał się jednym z czołowych strzelców drużyny, z kolei Bartłomiej Lickiewicz jako jedyny zawodnik Mitsubishi Electric pochwalić może się wzorową frekwencją.


Gwiazda drużyny: Arkadiusz Putko – jego drużyna pojawia się w PL3 tylko zimą. Nie jest zatem łatwym zadaniem utrzymywać formę niemal przez cały rok tylko na wewnętrznych gierkach. To potrafią tylko najlepsi, a do takich zalicza się zdecydowanie Arek. Jego niezwykły nos snajperski, odnajdywanie się pod bramką rywali – to on właśnie ma i z tym trzeba się urodzić. Aż osiem zdobytych goli w drugiej fazie rywalizacji uczyniły go najlepszym snajperem w drużynie. To był jego zdecydowanie najlepszy sezon w edycji pod dachem



5. Gang Lambady


Na piątej pozycji znalazł się ubiegłoroczny triumfator rozgrywek drugiego szczebla, czyli Gang Lambady. Kilkanaście miesięcy wcześniej pasiasty team bez porażki wygrał rywalizację drugoligowców, więc było jasne, że teraz celował wyżej. W grupie „E” był jednym z faworytów do awansu na najwyższy poziom, ale nieoczekiwana porażka z Lufą i przegrane starcie z White sprawiły, że celu nie osiągnął. Ponownie trafił więc na ten sam szczebel, gdzie jednak walczył z mniejszym powodzeniem niż Zimą 2016/2017. Gangsterzy decydującą rundę zmagań rozpoczęli z zerowym dorobkiem. Szybko jednak pojawiła się dodatnia wartość na ich koncie, ponieważ pokonali JTI Polska Sp. z o.o., który potem ulokował się przecież na szczycie tabeli. Następnie poszli za ciosem i z kwitkiem odprawili ESP, lecz te dwa udane występy nie stanowiły zalążku dłuższej passy. Przeplatali niepowodzenia z punktowymi rezultatami, ale sezon zamknęli pozytywnym akcentem. W ostatniej kolejce mierzyli się bowiem z NRF-em, którego pokonali różnicą czterech goli, dzięki czemu rzutem na taśmę przeskoczyli z siódmego na piąte miejsce, wyprzedzając konkurenta jedynie korzystnym rozstrzygnięciem bezpośredniego spotkania. Być może osłodzi im to nieco trudy minionych kilkunastu tygodni, a jako ciekawostkę warto odnotować, że choć uplasowali się niżej niż sezon wcześniej, to stracili w tej części rozgrywek tyle samo – dokładnie 31 – bramek co poprzednio.


Gwiazda drużyny: Mateusz Pańko – Lambada celowała w sezonie zimowym w medal II ligi, ale musiała obejść się smakiem. Na pewno kibice nie mogą mieć pretensji do tego zawodnika, który kiedy wybiegał na boisko, to dawał z siebie wszystko. Znakomite warunki fizyczne, do tego wielka boiskowa odwaga pozwoliły mu w drugiej fazie rywalizacji zdobyć aż 8 goli oraz zanotować 5 asyst. Zostawił w polu choćby takiego asa jak Piotr Nowosielski, którego lewa noga budzi postrach u każdego obrońcy Ligi.



6.
NRF


Z
identycznym dorobkiem jak Gang Lambady finiszował NRF. Biało-Pomarańczowi uplasowali się jednak minimalnie niżej niż piąty w tabeli konkurent, o czym zadecydował rezultat ostatniego spotkania w sezonie... Wcześniej jednak rozegrali wiele ciekawych meczów i najpierw w fazie grupowej nieznacznie przegrywali z Oliwą Do Ognia i Teamem Currenda, a następnie powetowali sobie te niepowodzenia, pewnie pokonując zespół Chłopaki nie płaczą oraz Duramex Dominatorów. Podobnie jak Zimą 2016/2017 wylądowali pośród drugoligowców, gdzie niemal do samego końca starali się osiągnięcie z poprzedniego sezonu poprawić... Wówczas podnieśli z parkietu 17 punktów, a tym razem ich dorobek opiewał na cztery oczka mniej. Przez dłuższy czas wydawało się jednak, że wyczyn sprzed roku przebiją... Co prawda, decydującą rundę rozpoczęli do dwubramkowej porażki z Techno Service, ale potem zanotowali pasmo pięciu udanych występów, na które złożyły się cztery zwycięstwa i remis, jaki wywalczyli w starciu z NovatisPlus. Wciąż na horyzoncie majaczył im zatem nowy rekord, lecz perspektywę jego ustanowienia przekreśliło minimalnych rozmiarów niepowodzenie, jakiego zaznali podczas konfrontacji z Mitsubishi Electric. Następnie nie znaleźli też sposobu na Gang Lambady, co pozbawiło ich piątej lokaty. Trzeba jednak pamiętać, że przez większą część zmagań walczyć musieli poważnie osłabieni, ponieważ z kontuzją zmagał się filar ofensywy Patryk Wanijas, który zagrał tylko na inaugurację, a potem powrócił na zamknięcie tej odsłony rozgrywek.


Gwiazda drużyny: Bartosz Przybyszewski –
jeden z członków klanu Przybyszewskich. Nie tylko w rodzinie okazał się najlepszy, ale i wśród wszystkich swoich współpartnerów. Niezwykle wysoki gracz, któremu warunki fizyczne mogły przeszkadzać w poruszaniu się na parkiecie. Okazało się, że czuł się na nim jak ryba w wodzie i nie widać było, że brakuje mu miejsca. Niezwykle kreatywny i pewny siebie zawodnik, przed którym dopiero początki piłkarskiej kariery. Wszak 23 lata to dla wielu dopiero start przygody z piłką kopaną



7. FC RedTube


W środkowej strefie drugoligowej tabeli znalazło się także miejsce dla FC RedTube. Sezon wcześniej wygrał rozgrywki trzeciego szczebla, a tym razem po fazie grupowej wylądował wyżej, gdzie rywalizował ze zmiennym szczęściem. Niebiescy przeważnie uczestniczyli w pojedynkach toczących się na styku, choć nie zawsze tak było... Na początku kluczowej części Zimy 2017/2018 dwukrotnie tracili sześć goli, lecz podnieśli się i z korzyścią dla siebie rozstrzygnęli dwie następne konfrontacje. Zarówno Lufthansę Systems Poland jak i Gang Lambady pokonali jedną bramką, a w pierwszym z tych spotkań dodatkowo zachowali czyste konto, czego dokonali ponownie po równych 36 tygodniach, czyli do czasu poprzedniego starcia z Lufą. Kolejne potyczki w lutym nie były już dla nich tak udane i przegrywali trzykrotnie z czołówką zestawienia, lecz przełamali się w odpowiednim momencie, czyli w meczu wieńczącym sezon. W ostatniej kolejce okazali się lepsi od Bankowców, czym zrewanżowali się im za porażkę sprzed roku. Optymistyczny akcent na zamknięcie tego etapu ich przygody z Piłkarską Ligą Trójmiasta R-GOL na pewno odpowiednio nastroi ich przed edycją wiosenną, która rusza już niebawem. Warto ponadto odnotować, że tercet: Sławomir Kamiński, Radosław Lewandowski oraz kapitan Marek Kapusto nie opuścili żadnego spotkania w drugiej części sezonu, a bliscy wzorowej frekwencji byli Paweł Świtlik oraz Piotr Świtlik.


Gwiazda drużyny: Marek Kapusto – przed sezonem świat obiegła informacja, że swoją przygodę z FC RedTube zamierza kontynuować duet Basałygo-Dziczek, a więc duet eksportowy. Szybko okazało się, że obaj zbyt często pojawiać się nie będą, wobec tego Marek Kapusto jak na kapitana przystało, wziął sprawy w swoje ręce. To był jeden z jego najlepszych sezonów w naszych rozgrywkach. Zdecydowanie poprawił skuteczność, dzięki czemu cały zespół czerpał korzyści. Na długo zapamiętamy jego hat-trick zdobyty w meczu przeciwko Lambadzie, który pozwolił Niebieskim sięgnąć po komplet oczek.



8. State Street Bank


Na ósmym miejscu uplasował się State Street Bank. Rok wcześniej Błękitni po wstępnej fazie rozgrywek trafili na trzeci poziom, a tym razem dzięki wygranej w ostatniej kolejce grupowych zmagań rzutem na taśmę wywalczyli awans do grona drugoligowców. Wtedy bez straty bramki triumfowali nad Alexander Mann Solutions, a następnie zmotywowani tym osiągnięciem poszli za ciosem i na starcie decydującej rundy spisywali się znakomicie. Najpierw pokonali ESP, a parę dni później stali się sprawcami dużej niespodzianki i nieoczekiwanie wygrali z Techno Service. Końcówka stycznia była więc bardzo owocna w ich wykonaniu, lecz później zwycięskiego marszu już nie kontynuowali. Potrafili jednak ponownie zaskoczyć w połowie lutego, remisując z zawsze groźnym Gangiem Lambady, lecz był to ostatni punktowy rezultat, jaki zasilił ich dorobek. Następnie trzykrotnie opuszczali Ergo Arenę z pustymi rękoma, choć w meczu kończącym sezon bliscy byli przerwania pasma gier bez wygranej. Do przerwy bowiem prowadzili w starciu z Lufthansą Systems Poland, lecz po zmianie stron i po wymianie ciosów przewagę stracili. Poprzeczkę zawiesili sobie więc na wysokości siedmiu oczek i to osiągnięcie już po powrocie na halę za kilka miesięcy będą starali się poprawić.


Gwiazda drużyny: Łukasz Lejman – oznaki wielkiej formy zawodnik ten okazywał już jesienią, gdzie w barwach Żurawi wywalczył awans do drugiej ligi. W przerwie zimowej postanowił nadal szlifować swoje umiejętności i tym samym trafił na zasadzie wypożyczenia do State Street Bank. Szybko zaaklimatyzował się w nowym środowisku, choć miał nieco ułatwione zadanie, gdyż w State Street Bank grał już wiosną 2017 roku. Szybki, zwrotny, przewidujący ruchy rywali. Do tego precyzyjne uderzenie ze stałego fragmentu gry. Czy trzeba czegoś więcej?



9. ESP


Na dziewiątej pozycji zmagania ukończył ESP. Zespół o tak krótkiej nazwie długo czekać musiał na przełamanie zarówno podczas wstępnej fazy zmagań jak i w trakcie decydującej rundy rozgrywek. I to chyba najbardziej charakteryzowało ESP w minionym sezonie. Czerwoni trafili do grupy „B”, a tam najpierw musieli uznać wyższość FC RedTube, następnie InPost Wyspiarzy, a potem Maj Projekt. Nie wiodło im się dobrze, ale podnieśli się w ostatnim momencie, pokonując w czwartej kolejce Getafe. Szanse na II ligę zostały zatem zachowane i na zakończenie tej części Zimy 2017/2018 stoczyli z Freestyle Team/terapia-mowy.pl pojedynek, który okazał się kluczowy dla ich dalszych losów. Podobnie jak wcześniejszy mecz tak i tę batalię wygrali minimalną różnicą, a dzięki temu wskoczyli na drugi szczebel. Scenariusz sprzed paru tygodni powtórzył się jednak i przez dłuższy czas nie byli w stanie sięgnąć po punkty. Los uśmiechnął się jednak do zawodników ESP w siódmej kolejce. „7” przyniosła im szczęście, ponieważ niespodziewanie pokonali wówczas Mitsubishi Electric, zaś kolejne zwycięstwo odnieśli w ostatnim meczu, triumfując wtedy nad Lufthansą Systems Poland. Rzutem na taśmę ESP opuścił 10. miejsce i z sześcioma oczkami na koncie ulokował się na dziewiątej pozycji.


Gwiazda drużyny: Victor Portilla del Rio – gracz, który doskonale już rozumie i o mówi po polsku, jednak jeszcze lepiej posługuje się piłką. Napastnik, który nie miał często łatwego życia. Polscy defensorzy grają zdecydowanie twardziej, wobec czego Victor szybko musiał się przestawić. Kilka jego bramek to gole klasy światowej, a my chyba najbardziej zapamiętamy ten zdobyty podczas rywalizacji przeciwko Mitsubishi Electric. Precyzja strzału to chyba jego największy atut, choć walorów ma znacznie więcej.



10. Lufthansa Systems Poland


Stawkę w II lidze uzupełnia Lufthansa Systems Poland. Popularna Lufa, będąca w Piłkarskiej Lidze Trójmiasta R-GOL od samego początku, zgromadziła identycznej wielkości dorobek jak wyprzedzający ją ESP, ale bój o dziewiątą lokatę przegrała wskutek niekorzystnego dla niej rozstrzygnięcia bezpośredniej konfrontacji z tym przeciwnikiem. Lufa Zimą 2016/2017 rywalizowała na trzecim szczeblu, lecz teraz podczas grupowej części zmagań spisywała się lepiej niż poprzednio i awansowała na drugi poziom. Na wstępnym etapie zgromadziła bowiem siedem oczek, a trzy z nich zgarnęła za pokonanie bez straty bramki Gangu Lambady. Było to bardzo istotne zwycięstwo, ponieważ Gangsterzy trafili na ten sam poziom, więc Granatowi tę rundę rozpoczęli z trzema oczkami na koncie. Na kolejne punkty przyszło im jednak czekać bardzo długo... Wygraną nad Gangsterami odnieśli bowiem na początku stycznia, a potem po siedmiu kolejnych spotkaniach opuszczali parkiet na tarczy, w tym trzykrotnie kończąc mecz na „0” z przodu. Brakowało im skuteczności, ale rzutem na taśmę się przełamali. Na zakończenie zmagań mierzyli się ze State Street Bankiem i choć do przerwy przegrywali minimalną różnicą, to odmienili losy widowiska i wyszli z pojedynku obronną ręką. Lufthansa Systems Poland po dwóch miesiącach oczekiwania ponownie sięgnęła po pełną pulę, a optymistyczny akcent na finiszu być może pozwoli jej także udanie zainaugurować rozgrywki wiosenne.


Gwiazda drużyny: Wojciech Barca – jeden z najbardziej doświadczonych zawodników swojej drużyny. W drugiej fazie rywalizacji nabawił się urazu, a Lufa od razu zaczęła mieć kłopoty w defensywie. Swojemu zespołowi jest niezbędny niczym Chiellini Juventusowi. Świetna antycypacja, przegląd boiskowych wydarzeń, znakomite ustawianie się w obronie, a do tego dobre uderzenie z dystansu. Opaska kapitańska powędrowała na właściwe przedramię i dowody na to mieliśmy przez całą zimę.



III liga


Rozgrywki III ligi dostarczyły równie dużych emocji jak zmagania na wyższych szczeblach. To tutaj w akcji zaprezentowali się powracający do rywalizacji pod dachem po przerwie Jurkom Chwaszczyno oraz Chłopaki nie płaczą, a także Getafe, który w Piłkarskiej Lidze Trójmiasta R-GOL pojawił się po ponad dwuletniej nieobecności. Na tym poziomie występował też debiutant POIIB, ale najlepsze w całej stawce okazały się Orły Północy BZ WBK.



1. Orły Północy BZ WBK


Mistrzostwo III ligi w sezonie Zima 2017/2018 powędrowało na ręce – a raczej na skrzydła – Orłów Północy BZ WBK. Zespół Michała Rybczyńskiego poznaliśmy Wiosną 2017 i już od początku dało się zauważyć tkwiący w jego szeregach potencjał. Z powodzeniem rywalizował na trawie, próbował też swoich sił w PL3 CUP, a w grudniu podjął się nowego wyzwania, jakim była gra na hali. W fazie grupowej Czerwoni zdobyli cztery punkty, a historyczny triumf świętowali już na inaugurację, do zera pokonując Alexander Mann Solutions. Zajęli piąte miejsce, a potem przeszli na trzeci poziom, gdzie po paru tygodniach zmagań przejęli żółtą koszulkę. Świetnie spisywali się w defensywie, parokrotnie zachowując czyste konto. Na swoje barki łącznie przyjęli zaledwie 11 bramek, czyli najmniej spośród wszystkich 30 ekip uczestniczących w rywalizacji. Do konfrontacji z POIIB wieńczącej sezon Orły Północy BZ WBK przystępowały pewne sukcesu i zamknęły ten etap swojej przygody z Piłkarską Ligą Trójmiasta R-GOL remisem. Minione miesiące mogą więc uznać za bardzo udane i bez wątpienia parkiet w Ergo Arenie był świetnym podłożem do szlifowania formy przed edycją wiosenną, podczas której Orły będą chciały jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła.


Gwiazda drużyny: Michał Babik – jeden z najpewniejszych punktów swojej drużyny. Zawsze pewny i opanowany, w trudnych momentach zawsze pokazujący to, co miał najlepszego. W bramce niemal nie do przejścia. Do tego liczby przemawiają za nim – na osiem występów w III lidze tylko siedem razy skapitulował. Żaden z pierwszych bramkarzy pozostałych zespołów nie może się pochwalić tak niską średnią przepuszczonych strzałów. Możemy tylko żałować, że nie był na każdy meczu Orłów, bowiem oglądanie jego gry to czysta przyjemność



2. Studio S7


Studio S7 to jedna z pięciu drużyn, które po przygodzie z rozgrywkami na świeżym powietrzu postanowiły sprawdzić się również w rozgrywkach halowych. Początki – jak to zwykle bywa – łatwe nie były, ale już podczas decydującej fazy zmagań team Michała Bryły walczył z dużo większym powodzeniem i finiszował jedynie za plecami lidera. Czarni na inaugurację Zimy 2017/2018 zanotowali remis, a historyczną wygraną świętowali w trzeciej kolejce, jednocześnie – jak czas pokazał – na poziomie 10 goli ustanawiając swój halowy rekord strzelecki. Następnie trafili na trzecim poziom, gdzie na starcie doznali wysokiej porażki... Przegrana konfrontacja z GCE ich jednak nie podłamała i szybko się podnieśli. Na przestrzeni następnych tygodni łącznie po pełną pulę sięgali pięć razy, a trzy z tych zwycięstw odnieśli jedną bramką. Kluczowy dla ich sytuacji był jednak triumf z ostatniego dnia rozgrywek, kiedy to mierzyli się z Getafe. Rzutem na taśmę mogli przedostać się do strefy medalowej i nadarzającej się okazji nie zmarnowali. Wygrali 9:5, a dzięki temu przeskoczyli zarówno GCE jak i Jurkom Chwaszczyno, odnotowując awans na pośredni stopień podium. Mocnym akcentem zamknęli więc debiutancki w swoim wydaniu sezon pod dachem, a teraz przed nimi nowe wyzwanie, jakim będzie rywalizacja pośród trzecioligowców na otwartych obiektach.


Gwiazda drużyny: Rafał Pietkiewicz – jeden z młodszych zawodników Studia S7, który został zakontraktowany po to, żeby zdobywać bramki. Można śmiało powiedzieć, że ze swoich obowiązków wywiązał się wyśmienicie. Z Jurczakiem stworzył duet, którego musiał się bać każdy. Znakomite warunki fizyczne, połączone z dobrą szybkością uczyniły go liderem swojej drużyny. Na zawsze zapamiętamy jego bramkę zdobytą bezpośrednio z rzutu rożnego, co na hali...podobno jest niemożliwe.



3. Jurkom Chwaszczyno


W strefie medalowej znalazło się także miejsce dla Jurkomu Chwaszczyno. Zespół ten do rywalizacji pod dachem powrócił po ponad trzyletniej przerwie, a w swoim dorobku miał już ogromny sukces, jakim był tytuł wicemistrzowski uzyskany Zimą 2013/2014. Po fazie grupowej stało się jednak jasne, że do tego wyczynu nie nawiąże, bo tym razem wylądował nie na najwyższym, a na trzecim szczeblu. Oranje długo czekali na przełamanie, ale niewątpliwie warto było uzbroić się w cierpliwość. Po fazie grupowej, w trakcie której ich dorobek zasilił remis i cztery niepowodzenia, rozpoczęła się lepsza dla nich decydując runda zmagań. Na początku przytrafiła im się kolejna porażka, ale potem byli już nie do zatrzymania... Wypracowali serię siedmiu gier, które kończyły się dobrymi dla nich wynikami. Pasmo udanych występów zainicjował wygrany 9:2 mecz z Alexander Mann Solutions, będący ich pierwszym od równych 201 tygodni zwycięstwem odniesionym na parkiecie. W połowie drogi do mety natomiast Pomarańczowi pokonali – jako jedyni w III lidze – mocne Orły Północy BZ WBK. Spisywali się świetnie, a pasmo gier bez porażki zamknęli identycznym rezultatem, jak je rozpoczęli, czyli wygranym 9:2 spotkaniem z GCE. Uzbierali w sumie 17 punktów, a najlepszym strzelcem na tym poziomie i zarazem zwycięzcą klasyfikacji kanadyjskiej został Maciej Deliga – autor 18 bramek i siedmiu asyst. Wśród asystentów bardzo wysoko uplasował się natomiast Arkadiusz Zyra, który w tym sezonie debiutował na naszym podwórku.


Gwiazda drużyny: Maciej Deliga – niekwestionowanie najlepszy zawodnik Oranje. Trzeba przyznać, że jak już przebywał na boisku, to niemal zawsze wpisywał się na listę strzelców. Wyróżniała go bajeczna technika, połączona z odpowiednim przeglądem pola. Kibice wielokrotnie mogli skandować jego nazwisko, a marsz po brązowy medal zawdzięczają głównie jemu. Wróbelki niestety ćwierkają, że niebawem opuści Trójmiasto i nie będzie już nas zachwycał swoimi umiejętnościami. Oby to były tylko plotki



4. GCE


GCE każdorazowo uczestniczył w rozgrywkach halowych, lecz Zimą 2017/2018 po raz pierwszy po fazie grupowej wylądował w III lidze. Wcześniej rywalizował na najwyższym szczeblu bądź na jego zapleczu, a tym razem zmierzyć musiał się z nowym wyzwaniem. Ze względu na swoje doświadczenie w grze zarówno na trawie jak i pod dachem Zieloni byli jednym z faworytów do czołowych lokat w tym gronie i tym oczekiwaniom sprostali. Ostatecznie zajęli bowiem czwarte miejsce, choć niewiele brakowało, a finiszowaliby na pozycji wicelidera... Na starcie decydującej części sezonu Zieloni wysoko pokonali Studio S7, zaś na bez przełomie stycznia i lutego walczyli z dużym powodzeniem, efektem czego było pasmo czterech meczów bez porażki. Wygrali z Duramex Dominatorami, zremisowali z Getafe, a potem sięgali po pełną pulę w starciach przeciwko ekipie Chłopaki nie płaczą i Freestyle Team/terapia-mowy.pl. Potknięcia się jednak nie ustrzegli i następnie niespodziewanie do zera przegrali z Alexander Mann Solutions, z kolei na zamknięcie zmagań powtórnie opuścili parkiet na tarczy, co kosztowało ich utratę drugiej lokaty. Później swój pojedynek wygrało także Studio S7, które również przeskoczyło Zielonych, eliminując ich ze strefy medalowej. Warto jednak wspomnieć, że dopisywała im większa skuteczność niż w trakcie trzech poprzednich edycji halowych, co w dużej mierze było zasługą dobrej dyspozycji rodzinnego duetu. Wysoko w klasyfikacji kanadyjskiej uplasował się bowiem kapitan GCE Grzegorz Szymczewski, który o jeden punkt w tym zestawieniu wyprzedził syna Emila.


Gwiazda drużyny: Dominik Dobrowolski – kolejny bramkarz w zestawieniu „gwiazd”. Dominik był pewnym punktem swojego zespołu nie tylko w bramce. Wielokrotnie starał się być ostatnim rozgrywającym, a wszystko to pod okiem bacznie oglądającego go w akcji ojca. Szybkość na linii bramkowej, do tego brak jakichkolwiek obaw w starciach z rywalami dawały mu niesamowitą pewność w każdej kolejnej interwencji. Tych było naprawdę sporo i między innymi dlatego GCE mogło do końca liczyć się w walce o pudło.



5. Alexander Mann Solutions


W ścisłym centrum stawki znalazł się Alexander Mann Solutions. Team Pawła Rozenbajgiera poznaliśmy rok temu, gdy finalnie zajął ósmą pozycję, gromadząc w dorobku sześć oczek. Postęp jest zatem bardzo wyraźny, ponieważ dokonanie z poprzedniej edycji halowej przebił dwukrotnie, podnosząc z parkietu w sumie 12 punktów. Zieloni fazę grupową zamknęli z zerowym dorobkiem, ale z czasem szło im coraz lepiej. Przełomowy dla nich okazał się luty. Najpierw dopisało im szczęście, ponieważ 1:0 pokonali POIIB po trafieniu samobójczym, czyste konto zachowując po raz pierwszy w swojej historii. Poszli za ciosem i następnie wygrali z Freestyle Team/terapia-mowy.pl, a potem po zaciętym boju musieli uznać wyższość Studia S7. Nie podłamało ich to jednak i dzięki zwycięstwu nad Duramex Dominatorami powrócili na odpowiednie tory, a kropką nad „i” był ich występ przeciwko GCE, kiedy zaaplikowali przeciwnikom siedem goli, nie tracąc przy tym żadnego. Sprawili zatem sporą niespodziankę i na wysokości 12 punktów zawiesili sobie poprzeczkę, którą za rok spróbują przeskoczyć. Ważnym ogniwem w ich szeregach był rozgrywający najlepszy w karierze sezon Maciej Wyborski, który znalazł się zarówno w czołówce najlepszych strzelców i „kanadyjczyków” III ligi, zaś jako asystent wyróżniał się Dominik Bartosz. Alexander Mann Solutions niewątpliwie może być zadowolony z osiągniętych wyników i z poprawy w każdym aspekcie futbolowego rzemiosła.


Gwiazda drużyny: Mateusz Feldzensztajn – tego bramkarza chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jego znakomite umiejętności między słupkami rodem z piłki ręcznej, kapitalnie sprawdzają się także w piłce halowej. Ileż interwencji wykonał on w tym sezonie na poziomie światowym, to chyba tylko on sam jest w stanie zliczyć. Niezwykle szybki i odważny, do tego opanowany i spokojny. Można powiedzieć, że posiada cechy bramkarza idealnego do tego, żeby bronić w futsalu. Może minął się z powołaniem?



6. Duramex Dominatorzy


Na „6” w gronie trzecioligowców spisali się Duramex Dominatorzy. Do rywalizacji pod dachem powrócili po trzech latach przerwy, więc tak naprawdę trudno było przewidzieć, jak będą się spisywać. Podczas wstępnej rundy rozgrywek odnieśli jedno zwycięstwo, więc następnie wylądowali na trzecim szczeblu. Ten etap rozpoczęli od porażki, ale punkty na ich konto wpłynęły już pod koniec stycznia, gdy wygrali z POIIB. Potem grali ze zmiennym szczęściem, ale po wyrównanym boju okazali się o jedno trafienie lepsi od Freestyle Team/terapia-mowy.pl. W ostatnim spotkaniu, będącym jednocześnie meczem otwierającym marcowe rozgrywki, na ich drodze stanęło Getafe. Czerwoni tę konfrontację rozstrzygnęli z pozytywnym dla siebie skutkiem, a dzięki temu zostali pierwszym w marcu triumfatorem i rzutem na taśmę wyrównali dokonanie z Zimy 2014/2015, kiedy także łącznie ich dorobek zasiliło 12 punktów. Strzelili zaś o dwa gole więcej niż w trakcie wspomnianej edycji, więc widać, że mimo upływu paru lat walczyli z porównywalnym skutkiem jak poprzednio. Do pozytywów można też zaliczyć wzorową frekwencję kapitana Dominika Machniewicza, dyspozycję broniącego naprawdę świetnie Andrzeja Gajewskiego czy skuteczność Pawła Macherskiego. To bez wątpienia korzystne symptomy przed wiosenną odsłoną zmagań.


Gwiazda drużyny: Andrzej „Gala” Gajewski – z zawodu strażak, z zamiłowania bramkarz. Jak łatwo można przyrównać, gasi nie tylko pożary, ale i także ataki rywali. Niejeden z nich łapał się za głowę po interwencjach „Gali”, który już nas przyzwyczaił do bardzo wysokiego poziomu, z którego nigdy nie schodzi. Duramex może być dumny, że taki zawodnik jest w jego szeregach



7. POIIB


„7” to cyfra szczęśliwa dla POIIB. Właśnie na tej pozycji trzecioligowej tabeli zespół Jarosława Grzymały dotarł do mety rozgrywek. POIIB to jeden z dwóch całkiem nowych zespołów, jakie Zimą 2017/2018 mieliśmy okazję poznać. Już na inaugurację zmagań ogromnie zaskoczył, triumfując nad zdecydowanie bardziej doświadczoną Lufthansą Systems Poland, a później urwał punkt mocnemu KLIDO. Dobrze radził sobie podczas rywalizacji z silniejszymi ekipami, co szczególnie dało się odczuć w końcowej fazie sezonu. Temperatura powietrza na zewnątrz spadała, a forma Czerwonych rosła... Czasami brakowało im szczęścia i z Alexander Mann Solutions przegrali do zera po bramce samobójczej, ale błyskawicznie się podnieśli i w następnej kolejce sami zachowali czyste konto, będąc jednocześnie blisko dwucyfrowego wyniku. Zapoczątkowało to serię udanych występów, na którą złożyły się jeszcze remis z Jurkomem Chwaszczyno, zwycięstwo nad Studiem S7 i remis z liderem Orłami Północy BZ WBK, jaki POIIB odnotował w ostatnim meczu. Dopełnieniem dokonań POIIB jest miano Drużyny 13. Tygodnia i jedyne, czego ta ekipa może żałować, to fakt, że edycja halowa już się zakończyła... Widać bowiem, że Czerwoni dopiero się rozkręcali i gdyby dodatkowo podkręcili tempo, na pewno ich łupem padłaby wyższa lokata.


Gwiazda drużyny: Jacek Malinowski – już w pierwszym swoim meczu w PL3 pokazał lwi pazur i zaciętość, która charakteryzuje graczy największego formatu. Wraz z bratem tworzyli niezwykle udany duet, który w ataku spisywał się kapitalnie. Jacek imponował techniką i walecznością, a kiedy brakowało mu tlenu, potrafił wykrzesać z siebie resztki sił, a wszystko to dla dobra zespołu. Drużyna zaczęła funkcjonować dopiero pod koniec sezonu, ale „Malina” od samego początku był w gazie.



8. Chłopaki nie płaczą


Po krótkiej przerwie do rozgrywek halowych powrócili Żółci z teamu Chłopaki nie płaczą i wykręcili wynik zbliżony do tego uzyskanego dwa lata wcześniej. Rok temu w Ergo Arenie ich nie oglądaliśmy, a Zimą 2015/2016 zdobyli łącznie 12 punktów. Wtedy tak samo jak na przestrzeni minionych tygodni rywalizowali na trzecim poziomie, lecz obecnie ugrali o trzy oczka mniej. Mniej bramek jednakże stracili i ani razu w ramach decydującej części zmagań nie przyjęli na swoje barki dwucyfrowej liczby goli, co przecież w trakcie analogicznego okresu edycji sprzed dwóch lat się parokrotnie zdarzało. Żółtym podczas fazy grupowej się nie wiodło, ale słabsze występy powetowali sobie na początku kluczowej rundy Zimy 2017/2018. Końcówka stycznia była dla nich bardzo udana, gdyż najpierw pokonali Jurkom Chwaszczyno, a następnie z kwitkiem odprawili Alexander Mann Solutions. Pierwszy raz w historii wygrali dwa mecze z rzędu, ale za ciosem nie poszli i w kolejnych pięciu spotkaniach po punkty nie sięgali. Byli jednak bliscy sprawienia olbrzymiej niespodzianki, gdyż po pierwszej połowie pojedynku z liderującymi w tabeli Orłami Północy BZ WBK prowadzili, lecz potem konkurenci przejęli inicjatywę i z nawiązką zniwelowali stratę. Żółtych to jednak nie podłamało i dwa dni później w ostatniej kolejce zwyciężyli nad Freestyle Team/terapia-mowy.pl. Wartość na ich koncie wzrosła do dziewięciu oczek i mogli cieszyć się z udanego zamknięcia tej odsłony rozgrywek.


Gwiazda drużyny: Filip Sarnecki – jeden z zawodników, który podczas sezonu zimowego został wypożyczony z ALL4SEO właśnie do Chłopaki nie płaczą. Nowe środowisko nie było dla niego wielką przeszkodą w osiągnięciu celu, a wyśmienita gra w jego wykonaniu została zauważona wielokrotnie. Wartość Filipa w wywiadzie potwierdził kapitan drużyny, który piał z zachwytu mówiąc o wyczynach swojego podopiecznego. Chłopaki mogą płakać, że Filip był tylko na wypożyczeniu i teraz jego kariera skupi się ponownie na występach w Alternatywie ALL4SEO.



9. Getafe


Getafe do Piłkarskiej Ligi Trójmiasta R-GOL powróciło po ponad dwuletniej przerwie. Wcześniej jednak zespół Piotra Deleżucha rywalizował jedynie na otwartych obiektach, więc także zaliczał się do grona halowych debiutantów. Zderzenie z nową rzeczywistością łatwe nie było, a finalnym efektem starań tej ekipy jest dziewiąta lokata w III lidze. Granatowi najpierw trafili do grupy „B”, gdzie już na inaugurację wywalczyli remis, dzieląc się punktami z FC RedTube. Nie poszli jednak za ciosem i następnie były cztery porażki, więc po tym etapie przeszli na trzeci poziom. Tutaj w połowie stycznia świętowali premierowe zwycięstwo odniesione na parkiecie, kiedy 6:3 pokonali Alexander Mann Solutions. Jednocześnie była to ich pierwsza od 950 dni wygrana na naszym podwórku. Na kolejny triumf aż tak długo czekać nie musieli, gdyż niespełna trzy tygodnie później sięgnęli po pełną pulę kosztem teamu Chłopaki nie płaczą. Ponadto, remisowali także z Jurkomem Chwaszczyno oraz GCE, czyli drużynami, które ulokowały się w czołówce tego szczebla. Getafe zawiesiło sobie poprzeczkę na wysokości ośmiu oczek, strzelając przy tym 31 bramek, czyli więcej niż trzy inne drużyny w tym gronie.


Gwiazda drużyny: Mikołaj Hajduk – jeden z najbardziej znanych zawodników Getafe, który pojawił się w ERGO Arenie. Wszyscy doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że jest on znakomitym snajperem i po raz wtóry nam to udowodnił. Gdyby wykorzystał nieco więcej sytuacji, śmiało mógł się bić o Koronę Króla Strzelców. W ciemno rozumiał się z Pawłem Chylakiem, z którym gra już bardzo długo. Jihad będzie miał z niego pożytek w najwyższej klasie rozgrywkowej podczas zmagań na wiosnę



10. Freestyle Team/terapia-mowy.pl


Na końcu trzecioligowej tabeli do mety rozgrywek dotarł Freestyle Team/terapia-mowy.pl. Był to czwarty w historii sezon halowy w wydaniu tego zespołu, ale jednocześnie najsłabszy. Raz bowiem konkurował na drugim szczeblu, a dwukrotnie – tak jak Zimą 2017/2018 – na trzecim poziomie, gromadząc jednak 15-16 punktów na koncie, czyli więcej niż obecnie. Na przestrzeni minionych kilkunastu tygodni łupem Czerwonych padło bowiem sześć oczek, choć ich dokonania strzeleckie nie odbiegały znacząco od tych z poprzedniej edycji, gdy zdobyli jedynie o jedną bramkę więcej. Trzeba jednak pamiętać, że często borykali się z problemami kadrowymi, co mocno utrudniało im nawiązanie wyrównanej walki. Każdorazowo bez względu na zasoby kadrowe podejmowali jednak rękawicę, starając się ugrać możliwie najwięcej. Na osłodę pozostanie im wysoka lokata w klasyfikacji kanadyjskiej Łukasz Olszewskiego, który z 12 trafieniami oraz 10 asystami zajął w tym zestawieniu drugie miejsce. Freestyle Team/terapia-mowy.pl teraz czekają duże zmiany, być może ze zmianą nazwy włącznie. Dojdzie też do zmian personalnych, a tak duże roszady otworzą nowy rozdział w historii drużyny. Niezależnie jednak od tego, jak skład będzie się prezentować, Czerwoni na pewno dawać będą z siebie wszystko podczas każdego spotkania.


Gwiazda drużyny: Łukasz Olszewski – na pewno każdy z zawodników Freestyle Team może mieć do siebie jakieś pretensje, jednak najmniejsze właśnie on. Zespół przed startem drugiej fazy mierzył w podium, a zakończyło się na ostatnim miejscu w tabeli. To jednak nie przeszkodziło zostać Łukaszowi czwartym snajperem w III lidze, trzecim asystentem oraz drugim w klasyfikacji kanadyjskiej. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że takie osiągnięcia dla zawodnika grającego w ostatnim zespole tabeli, to nie jest prosta sprawa.


pozdrawiamy
zespół PL3

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci komfortu przeglądania oraz podniesienia jakości oferowanych treści. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony, wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Po zapoznaniu się z informacją kliknij znaczek "X" w celu zamknięcia okna. Polityka Plików Cookies