Nowy lider wyścigu o złoto!

W poniedziałek w Ergo Arenie pojawiło się sześć najlepszych obecnie drużyn I ligi, a wśród nich Filtry Liqui Moly Gdańsk oraz Team Currenda, którzy stoczyli bezpośredni pojedynek. Konfrontacja z ich udziałem zakończyła się sukcesem Teamu Currenda, który przejął dzięki temu koszulkę lidera, mocno zwiększając szanse zgarnięcia głównego trofeum. Na trzecim szczeblu natomiast triumfował POIIB, przy okazji pierwszy raz w historii zachowując czyste konto.

 


Liczba dnia:


2
– już tylko dwie drużyny w całym sezonie Zima 2017/2018 mogą pochwalić się mianem niepokonanych i kompletem zwycięstw na koncie, a są to Ego Club Sopot i nowy lider I ligi Team Currenda, którzy najpewniej między sobą rozstrzygną kwestię tytułu mistrzowskiego

 


Mecz numer 1


Chłopaki nie płaczą – POIIB       0:9 (0:4)


11. tydzień rozgrywek zainaugurowali Chłopaki nie płaczą oraz POIIB. Zawodnicy drugiego z tych zespołów do spotkania przystąpili rozdrażnieni pechową porażką sprzed paru dni, kiedy z Alexander Mann Solutions przegrali minimalnie po... golu samobójczym. Z pewnością wzbudziło w nich to dodatkowe pokłady sportowej złości, które dzisiaj przekuli w sukces, triumfując do zera, czego dokonali po raz pierwszy w swojej historii. Czyste konto to niewątpliwie powód do satysfakcji dla stojącego między słupkami Krzysztofa Miłosza, który nie chciał bronić i przed meczem... zastrajkował, ubierając koszulkę zawodnika z pola. Jego postulaty nie zostały jednak wysłuchane, a większą moc przekonywania mieli pozostali gracze, którzy namówili swojego kolegę do zajęcia określonej pozycji. Krzysztof Miłosz zatem jeszcze przed premierowym gwizdkiem arbitra ubrał bluzę bramkarską, ale nie miał dziś wiele pracy. Od samego początku przewagę miał bowiem POIIB. Po upływie kilkudziesięciu sekund rywalizacji za sprawą Kamila Bulwana uzyskał prowadzenie, lecz niedługo potem zespół Jarosława Grzymały znalazł się w opałach. Jakub Karamara miał znakomitą okazję na wyrównanie, ale z najbliższej odległości nie trafił do pustej bramki. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i na Żółtych zemściły się z nawiązką. Warunki dyktowali konkurenci, wśród których prym wiódł starszy z braci Malinowskich, Piotr. Rozgrywał najlepsze w karierze zawody i sześciokrotnie posyłał futbolówkę do siatki, co być może zapewni mu tytuł najlepszego w bieżącym tygodniu strzelca. Dwa trafienia dorzucił z kolei Janusz Polakowski i w taki oto sposób POIIB odnosi trzecie w historii i zarazem najbardziej okazałe zwycięstwo, pozwalające zamienić ostatnie miejsce na siódmą lokatę.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mecz numer 2


Ego Club Sopot – Maj Projekt        6:4 (5:1)


Nowy tydzień w I lidze rozpoczął się od starcia pomiędzy Ego Club Sopot i Maj Projekt, w historii których był to jubileuszowy 10. bezpośredni pojedynek. Z dotychczasowych meczów tylko jedno zaowocowało sukcesem Czerwonych Diabłów, które jednak dzisiaj tych statystyk nie zdołały podreperować i opuściły parkiet na tarczy, tracąc jednakże niewiele do niepokonanych konkurentów. Sopocianie do poniedziałkowej potyczki przystąpili bez swojego kapitana Krzysztofa Giniewicza, ale wykorzystali za to ostatni moment na dopisanie nowych zawodników, a jeden z trzech dopisanych graczy – Mateusz Wilma – brał udział w tym spotkaniu. Majowie rozpoczęli rywalizację mocno wystraszeni i dali się zepchnąć do defensywy, co poskutkowało znakomitym otwarciem Klubowiczów. Strzelanie w trzeciej minucie zainicjował Maciej Osłowski, a niemal natychmiast rezultat podwyższył Mateusz Wilma. Do sytuacji stykowej niedługo potem doprowadził Przemysław Kowalski, ale w dziewiątej minucie ponownie piłka znalazła się w siatce za sprawą najlepszego na boisku – co nowością nie jest – Macieja Osłowskiego. Pod koniec pierwszej partii swoje okazje na gole zamienili Krystian Rąbczyk oraz Michał Wiśniewski, ale przeciwnicy nie składali broni. Zdecydowanie lepiej radzili sobie po przerwie i ambitnie dążyli do zredukowania straty. Dystans zniwelowali o połowę i przegrali zaledwie dwubramkową różnicą, choć mieli dzisiaj niepowtarzalną – jak stwierdził opiekun zespołu Artur Jażdżewski – szansę na ogranie Ego Club Sopot. Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ w wydaniu sopocian był to jeden z najsłabszych, o ile nie najsłabszy w tym sezonie występ, ale mistrzowską klasę pokazuje się, wygrywając nawet wtedy, kiedy nie wszystko idzie świetnie.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mecz numer 3


Oliwa Do Ognia – White        2:3 (0:2)


Dzisiaj w akcji zaprezentowało się sześć najlepszych obecnie ekip najwyższej klasy rozgrywkowej, a wśród nich były piąta przed tą kolejką Oliwa Do Ognia i szósty dotychczas White. Dystans między przeciwnikami był nieznaczny i wynosił zaledwie dwa oczka na korzyść pierwszego z wymienionych, za to po dzisiejszym meczu przewagą dysponują Biali, którzy wygrali najmniejszą z możliwych różnic. Znakomicie wystartowali i prowadzenie już po upływie kilkudziesięciu sekund gry uderzeniem z dystansu zapewnił im Tomasz Kowalczyk. Niespełna kwadrans później w sytuacji podbramkowej odnalazł się także Tomasz Marcinkowski, dzięki czemu zaliczka w posiadaniu podopiecznych Bartosza Wasążnika nieco wzrosła. W ciągu kilku chwil od zmiany stron stratę po wykorzystaniu podania od jednego z kolegów o połowę zniwelował jednak Tomasz Tekieli, a niedługo potem na strzał zdecydował się Marcin Lewandowski... Piłka nieuchronnie leciała do bramki, lecz wybił ją... klubowy kolega Marcina Lewandowskiego – Mateusz Dolny, przez co wyrównania nie mieliśmy. W 30. minucie na 1:3 trafił Paweł Kielar i choć reakcja Czarnych była błyskawiczna i chwilę potem wskutek gola Sebastiana Wencela różnica znów była minimalna, to na więcej Biali konkurentom już nie pozwolili. Po trudnych bojach ze ścisłą czołówką podnieśli się i wrócił stary, dobry White, grający znakomicie w obronie i wykonujący udane kontrataki. W tabeli rywale zamienili się miejscami, a Oliwa Do Ognia osiągnięcie z Zimy 2016/2017, gdy podczas kluczowej rundy rozgrywek uzbierała siedem oczek, spróbuje przebić w następnym spotkaniu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mecz numer 4


Filtry Liqui Moly Gdańsk – Team Currenda       4:8 (0:1)


Mecz z udziałem Filtrów Liqui Moly Gdańsk i Teamu Currenda stanowił prawdziwą wisienkę na torcie poniedziałkowych zmagań. Dwaj weterani Piłkarskiej Ligi Trójmiasta R-GOL, w historii których było to już 17. bezpośrednie starcie, walczą o Mistrzostwo Zimy 2017/2018. Ranga tej batalii była niesłychanie wysoka, ponieważ zwycięzca wyraźnie zwiększał swoje szanse na sukces, zaś przegrany praktycznie z marzeniami o złocie mógł się pożegnać. Trudno był więc wskazać faworyta tej potyczki, ale na parkiecie lepiej poradzili sobie podopieczni Marcina Pazdrąga, czym wykluczyli konkurentów z grona niepokonanych i zarazem przejęli od nich koszulkę lidera I ligi. Na gola otwierającego wynik czekaliśmy ponad kwadrans... Łukasz Dziengielewicz dopuścił się przewinienia i po jego faulu został podyktowany rzut karny, który wykorzystał Jakub Domżalski, pokonując niewidzianego w akcji od blisko miesiąca Patryka Kamolę. Bramkarz gdańskiej ekipy zrehabilitował się jednak niedługo potem i przepięknie uderzył w samo okienko niemal z połowy boiska, jednocześnie wyrównując rezultat. W drugiej połowie zwiększyło się pole manewru Białych, gdyż ich szeregi uzupełnił Oliwier Bławat. Dysponowali więc minimalnie szerszą kadrą i może to zaważyło na ich sukcesie. Na początku tej odsłony szalę na ich stronę przechylił Michał Wachowski, który później skompletował hat-tricka. W 30. minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Jakub Domżalski, a na finiszu dwukrotnie w dość kontrowersyjny sposób do siatki trafiał Kamil Bielicki, posyłając piłkę między słupki po wyrzucie piłki ręką. Tego typu sytuacje budzą mnóstwo emocji, dlatego dzisiaj pojawi się stanowisko w tej sprawie. Swoją okazję na gola zamienił też Wojciech Uzar, dlatego nawet trzy w pełni skuteczne ataki graczy Piotra Pachnika nie były w stanie zmienić biegu wydarzeń. Filtry Liqui Moly Gdańsk ponoszą pierwszą w sezonie porażkę, co może zaważyć na utracie szans na tytuł mistrzowski. Od zwycięstwa do zwycięstwa wciąż kroczy natomiast Team Currenda, będący coraz bliżej powtórki z Zimy 2012/2013, gdy sięgnął po główne trofeum.

 


pozdrawiamy

zespół PL3 R-GOL

Komentarze 

 
+2 #1 FILTRY-CURRENDAArcziwald 2018-02-13 14:14
Zabawnie było patrzeć jak chłopaczki z filtrów płaczą po meczu :lol: :lol: :lol:
Cytować
 
Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci komfortu przeglądania oraz podniesienia jakości oferowanych treści. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony, wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Po zapoznaniu się z informacją kliknij znaczek "X" w celu zamknięcia okna. Polityka Plików Cookies